Witam u siebie. Nazywam się Monika. Monika Kawiak. Jestem żoną Kawy, matką Gnoma i Zgreda oraz od czasu do czasu praktykującym informatykiem. Powiedzieć o mnie można również, że jestem rodzinnym fotografem, który ostatnio częściej porzuca łapanie w kadr szybko przemieszczających się dzieci na rzecz nieruchomych studzienek na ulicy, bądź kotleta na talerzu. Jestem kobietą po trzydziestce, którą dopiero niedawno przestano prosić o dowód podczas zakupu alkoholu. Może dlatego, że często górę bierze ten mój wewnętrzny gówniarz. Jestem dziewczyną, która nie potrafi siedzieć z wyprostowanymi nogami, a która siedziałaby wszędzie po turecku, nawet na krześle przy stole. Jestem mieszczuchem, który do tej pory nie zna nazw niektórych ulic w rodzinnym mieście. Ale i tak zawsze trafiam do celu. Jestem niedzisiejsza, bo wciąż wywołuję zdjęcia i wklejam je do tradycyjnych albumów. Jestem śpiochem, do którego nie można mówić z rana, i który zaczyna rejestrować rzeczywistość po wypiciu pierwszego łyka kawy. Nie wcześniej. Jestem żoną, która po 10 latach bycia razem, nieraz rzuci bluzgiem na widok męskich skarpetek porzuconych… na stole. Jestem kobietą, która uwielbia oglądać z nim seriale do późnej nocy, pochłaniać każdą ilość burgerów i neapolitańskiej pizzy. Jestem mamą, która z utęsknieniem czeka, aż jej dzieci wyzdrowieją i pójdą do placówek. Jestem mamą, która gdy pójdzie sama do galerii handlowej, lata po niej jak messerschmitt, byleby szybciej wrócić do domu. Jestem rodzicem, któremu dzieci włażą na głowę, zwłaszcza z rana. Jestem zawsze gotowa na pieczenie ciastek i ciasteczek do przedszkola, a na przedstawieniach Gnoma zawsze udaję, że mam katar i coś mi wpadło do oka. Jestem panią domu, wiecznie planującą i robiącą listy priorytetów, która od dwóch lat nie może się zabrać za uporządkowanie szafy w przedpokoju. Jestem dziewczyną, która za młodu uznawała bieganie jedynie za piłką do kosza, a podnosić to ja mogłam siodło na wysokość końskiego grzbietu. Teraz, po prostu biegam z łomotem w uszach i wyciskam z mężem w domowej siłowni. I ciągle chcę więcej. Jestem w końcu kobietą niepracującą, która z braku innych zajęć niż siedzenie z dziećmi w domu, postanowiła założyć bloga. Bloga kulinarnego.